AnalizyPrognozy z rynku srebra

Srebro prognozy 2012

17.10.2011

Rośnie cena złota i srebra w Indiach za sprawą wzmożonych zakupów producentów biżuterii.
Analitycy rynków towarowych Deutsche Bank oczekują, że srebro zyska aż 70 proc i w roku 2012 będzie kosztować 50 dolarów za uncję.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Prognozy rynku złota na rok 2010

listopad 2009

Bieżący miesiąc przyniósł szybki wzrost wartości złota, a w ślad za nim, jak się okazuje, nastąpił wzrost wartości srebra (o ok. 55 % w dolarach – 17,93 $ i 12,01 € za uncję; nieznaczny spadek w porównaniu z początkiem miesiąca), co prawda coraz bardziej zdewaluowanych, ale cena złota w tychże dolarach wzrosła w tym samym czasie tylko o ok. 20 %. Zdaniem niektórych analityków należy się spodziewać dalszego wzrostu wartości srebra, w tym w sztabkach, a przy tym powinien to być wzrost jeszcze większy i na dodatek niezależny od dalszych wahań kursu złota oraz koniunktury na świecie.
 

Jest to sprawa już sama w sobie nadzwyczaj ciekawa, a towarzyszy jej jeszcze jedna – możliwość ucieczki od dolara w srebro. Gdyby to nastąpiło w sposób przemyślany (związany ze strategią wielkich banków centralnych), wartość srebra wystrzeliłaby w górę jak z procy. Z tym z kolei wiąże się jeszcze inne zagadnienie, a mianowicie powrót do waluty kruszcowej (tzw. pozłacanej względnie posrebrzanej czy też wręcz srebrno-złotej) jako być może końskie, ale za to niezawodne lekarstwo na wszelkie piramidy spekulacji tzw. papierami wartościowymi oraz inne, niezliczone a nadzwyczaj szkodliwe dla ogółu nadużycia tzw. pieniądza fiducjarnego (papierowego) teraz i w przyszłości.

Cena srebra łapie wiatr w żagle z wielu stron

„Srebro jest znane z tego, że powtarza wahania ceny złota, ale silniej.” – wyjaśnia powstałą sytuację analityk rynku surowcowego Commerzbanku Carsten Fritsch. [1] Srebro jest nie tylko metalem skarbowym i jubilerskim, ale też surowcem przemysłowym, a to ze względu na bardzo dobre właściwości przewodzenia tak ciepła jak elektryczności. Znajduje zastosowanie w takich przedmiotach codziennego użytku jak lodówka, laptop, telefon komórkowy, ogniwa słoneczne i baterie wielokrotnego ładowania (tzw. akumulatorki). Te zastosowania w nowoczesnej technice w zupełności wyrównały straty producentów srebra spowodowane już niemal całkowitym porzuceniem fotografowania przy użyciu błon fotograficznych (tzw. filmów, materiału światłoczułego opartego na równomiernie napylonych związkach srebra) na rzecz aparatów cyfrowych.

Zakłada się, że jeśli obecny kryzys zostanie przezwyciężony, to nie spowoduje to znaczącego spadku ceny srebra, ponieważ to, co nie zostanie przeznaczone na cele skarbowe i lokaty kapitału, wchłonie wzrost produkcji przemysłowej. Na te cele zużywa się przeciętnie aż około połowy wydobycia srebra, a tylko dziesiątą część złota. W wyniku światowego kryzysu finansowego popyt na srebro do celów przemysłowych znacznie zmalał i jest obecnie bliski osiągnięcia najniższego od wielu lat poziomu. Cena rośnie, jak wspomniałem, w wyniku kupowania go z przeznaczeniem na zawartość skarbców. Rosną również kursy akcji kopalni srebra oraz spółek akcyjnych, do których takowe należą. Mocniejsze z nich zaczęły wykupywać słabsze, wietrząc wielki interes.

Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym długoterminowemu wzrostowi ceny srebra jest stosunek jego ceny do ceny złota, który wynosi obecnie 59:1, podczas gdy przez długie wieki było to 20:1. Od końca XIX wieku srebro osiągnęło ponownie ten drugi stosunek do złota tylko dwa razy: tuż po pierwszej wojnie światowej oraz w okresie drugiego wstrząsu naftowego (1979-83). Oba te okresy coś łączy, a tym czymś jest poważny spadek zaufania do głównych walut światowych, co wywoływało masową ucieczkę w kierunku metali szlachetnych.

O długich dziejach srebrnego pieniądza

Srebro jako pieniądz i pokrycie pieniądza jest znane już od czasów miast-państw starożytnej Grecji. Używali go w tej roli Rzymianie, nie pogardzili też nim władcy średniowieczni. Srebrne monety bez przerwy znajdowały się w obiegu i przechodziły z rąk do rąk. Szczególną (dobrą) sławę zdobyła jedna z nich, a mianowicie guldeny, zwane też talarami joachimskimi (Joachimsthaler) od kopalni w Joachimsthal (obecnie Jachymow). Była to waluta Czech w okresie ich świetności pod mądrymi rządami kilku habsburskich cesarzy, rezydujących w XVI wieku na ogół w Pradze. Te monety stały się wzorem do naśladowania dla mennic Holandii i Hiszpanii. Hiszpańskie talary angielscy i holenderscy osadnicy w Ameryce zaczęli określać jako dollar.

Śmiertelne ciosy srebrna waluta otrzymała w 1816 od korony brytyjskiej, która przyjęła standard złota i usunęła z obiegu wszystkie srebrne monety (zastępując je funtami papierowymi z pokryciem w zapasach złota Banku Anglii) oraz w 1861, gdy (po oddzieleniu cztery lata wcześniej bankowości od rządu) ogłoszono, że nie będzie się już więcej wypłacać srebra w zamian za dolary papierowe. W toku wojny domowej, w 1864, z obiegu wycofano srebrne i złote monety wartości od 1 dolara wzwyż, zastępując je wzorami banknotów dolarowych, z których jednodolarówka w bardzo zbliżonej do zaprojektowanej wtedy postaci istnieje do dzisiaj. Jak z tego wynika, rządy i banki centralne poczuły się pewniej, gdy mogły już zacząć drukować pieniądze zamiast wybijać je w mennicach z metali szlachetnych. Nie będę obrażał inteligencji czytelników, próbując wyjaśnić dlaczego. Jeśli jednak ktoś naprawdę nie rozumie, można to ukazać na przykładzie dotyczącym nas wszystkich.

Srebrny dolar zabójcą Kennedy'ego?

System walutowy, ustanowiony na potrzeby całego wolnego świata (a mniej górnolotnie – państw o gospodarce rynkowej) w 1944 w Bretton Woods, był formalnie oparty wciąż jeszcze na złocie. Banki centralne krajów uczestniczących w tym systemie (tzn. również w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Banku Światowym) miały prawo zażądać w każdej chwili wymiany (po stałej i niezmiennej cenie 35 $ za uncję) posiadanych dolarów amerykańskich na złoto. To ostatnie przechowywano w wielkim i pilnie strzeżonym skarbcu w Fort Knox w Teksasie. Nagromadzenie tam wielkich zapasów złota było możliwe z kolei dlatego, że dziesięć lat wcześniej rozkazem wykonawczym prezydenta F. D. Roosevelta obywatelom amerykańskim zabroniono posiadania złota z wyjątkiem biżuterii oraz monet wybitych przed 1934. Wszystko inne pod groźbą surowej kary każdy musiał wydać w ręce powołanej do tego celu państwowej sieci skupu złota, wydającej w zamian banknoty.

Na krótko przed swą tragiczną śmiercią prezydent J. F. Kennedy podjął próbę poważnej modyfikacji tego systemu poprzez wprowadzenie pokrycia dolarów w srebrze. Kolejnym rozkazem wykonawczym nakazał rozpoczęcie druku banknotów pod zastaw posiadanych przez rząd federalny zapasów srebra. Zdaniem niektórych z tego właśnie powodu został zamordowany. Równoległe kursowanie waluty rządowej opartej na srebrze popsułoby interesy Urzędu Rezerwy Federalnej i związanych z nim wielkich banków prywatnych.

Nie próbując w tym miejscu przesądzać, na ile ta teoria spiskowa może odpowiadać prawdzie, pozwolę sobie wskazać na co innego. Następca Kennedy'ego – Johnson, namówił Rezerwę Federalną na puszczenie pras drukujących banknoty dolarowe w ruch bez umiaru i bez opamiętania. Powodem tego były astronomiczne wydatki na bezpośredni udział wojsk amerykańskich w drugiej wojnie indochińskiej (zwanej mylnie wietnamską), przygotowania do załogowych lotów na Księżyc oraz forsowny wzrost wydatków na opiekę społeczną pod hasłem wojny z nędzą.

Wszystko to w krótkim czasie spowodowało nagromadzenie dolarów bez pokrycia, upadek wiarygodności tej najważniejsze waluty światowej, uznawanej przez pierwsze dwadzieścia lat po drugiej wojnie światowej za równie dobrą jak złoto, a następnie załamanie się całego systemu z Bretton Woods i ostateczne zakończenie wymienialności dolarów na złoto. Sami Amerykanie wykręcili się wówczas sianem od ponoszenia skutków swych szaleństw walutowych dzięki genialnym posunięciom sekretarza skarbu Williama E. Simona, który doprowadził do wchłonięcia ogromnego nawisu dolarów bez pokrycia w towarach i usługach przez drogą (wstrząs naftowy 1973-75) ropę naftową, dostępną w wyniku zawartych przezeń porozumień wyłącznie za dolary.

Towarzyszyły temu jeszcze inne podobne posunięcia, ale nie miejsce tu na ich omawianie. Dość na tym, że udało się uratować sytuację całego Zachodu i przywrócić zaufanie do dolara. Dzięki wprowadzeniu w międzyczasie płynnych kursów walutowych pozostałe waluty państw wolnorynkowych zaczęły współgrać z dolarem umożliwiając Stanom Zjednoczonym potanienie ich eksportu lub importu, w zależności od aktualnych potrzeb. Wydawało się, że wysuwane przez gaullistowskich ekonomistów francuskich żądania powrotu do złota, ewentualnie innych metali szlachetnych jako międzynarodowej miary wartości materialnych można odłożyć do lamusa nawet na kilkaset lat, kiedy Amerykanie wykręcili znów ten sam numer. Tzw. reaganomika została oparta na drukowaniu dalszych dolarów bez umiaru i opamiętania oraz na dzikich spekulacjach tzw. papierami wartościowymi. Skala tego okazała się taka, że dla zielonych papierków nie wystarcza już pokrycia nawet w postaci całej dostępnej ropy naftowej oraz innych, łatwo zbywalnych surowców. Zaś obecna administracja waszyngtońska zamiast zawrócić znad przepaści, całymi cysternami (setkami miliardów nowych dolarów) dolewa oliwy do ognia.



Powrócimy do dawnych, dobrych czasów?

Banki centralne innych krajów nie mają oczywiście zamiaru przyglądać się bezczynnie temu, jak rząd Stanów Zjednoczonych po raz kolejny zamiast wziąć się za wykorzenianie istotnych przyczyn coraz bardziej dychawicznego stanu własnej gospodarki oraz światowego kryzysu finansowego pompuje dolary bez pokrycia. Dlatego też rosną rezerwy kruszcowe tychże banków, które w chwili całkowitego upadku dolara mają ochronić poszczególne kraje i całe ich grupy przed utratą możliwości pokrywania bieżących należności płatniczych (np. za importowaną ropę naftową). Szczególnie usilnie zaopatrują się w złoto banki centralne Chin, Rosji i Indii. Prócz przyczyn gospodarczych ma to bez wątpienia swoje tło polityczne. Są to trzy mocarstwa, które z różnych powodów czekają z utęsknieniem na upadek amerykańskiej supermocarstwowości. Łączą je przy tym nie tylko rozmaite pakty, ale też (co ważniejsze) rzeczywista współpraca w dziedzinie wojskowości, wspólne typy uzbrojenia, energetyka atomowa itp. niezwykle ważne rzeczy. Są to też trzy mocarstwa, w których już od dobrych paru lat powstają rozmaite teorie polityczne nowego światowego porządku (w tym walutowego i finansowego), a ich rządy prowadzą w tej sprawie rozmaite, mniej lub bardziej poufne rozmowy z takimi krajami jak Niemcy, Francja, Brazylia czy też Szwajcaria. Ta ostatnia zresztą również zwiększa swoje rezerwy złota, dochodząc obecnie do około 1100 ton, co stanowi powrót do poziomu rezerw żółtego metalu znamiennych dla epoki walut pozłacanych (gold exchange standard). Z kolei państwem nabywającym w tym roku najwięcej srebra okazują się Chiny.

Wracając do srebra, to następuje również wzrost masy tego metalu w postaci skarbowej, tj. w sztabkach. Obecnie jest tego łącznie prawie 11 tysięcy ton, co stanowi wzrost od początku roku o ok. 30 %. Austriacka firma Oegussa, zajmująca się pozyskiwaniem złota i srebra z rozmaitego złomu oraz przetapianiem go w sztabki oraz surowiec jubilerski, odnotowała ogromny popyt na sztabki właśnie i była zmuszona zwielokrotnić swoją produkcję. Prawda jest bowiem taka, że złota może nie wystarczyć dla wszystkich. Co innego srebro. Srebro uzupełniające złoto jako podstawa nowego światowego systemu walutowego może mu zapewnić płynność obrotów międzynarodowych. Jest o wiele bardziej rozpowszechnione, łatwiej dostępne dla zwykłych śmiertelników, a do srebrnych monet w powszechnym użyciu (w przeciwieństwie do złotych) ludzie się przyzwyczaili. Mając monety srebrne i pokrycie własnej waluty w złocie zwykli ludzie będą obracać banknotami w spokoju ducha, a monet srebrnych nie będą chować do pończoch tylko je wydawać.

System waluty srebrno-złotej działał aż do połowy XIX wieku i były to czasy, które nie znały wielu plag społeczno-gospodarczych, uchodzących dziś za nieusuwalne zło konieczne, jak masowe i trwałe bezrobocie, a z drugiej strony życie pewnych krajów ponad stan i w ogóle pogarda dla produkcji rolnej, rzemieślniczej i przemysłowej. Poważną wadą takiej waluty jest uzależnienie obrotów handlu międzynarodowego od posiadania przez poszczególne banki centralne określonych zapasów kruszców, a także fizycznego przenoszenia przynajmniej co jakiś czas przynajmniej pewnej części z nich na inne miejsce. Gdyby jednak w zamian udało się zapewnić powszechne zatrudnienie oraz poważne złagodzenie przebiegu cykli koniunkturalnych, to kto by się tym przejmował? Jak się okazuje, temat wahań ceny srebra wykracza daleko poza tzw. decyzje inwestycyjne (w sprawie lokaty kapitału względnie prywatnych oszczędności) i jest jednym ze składników coraz bardziej fascynującej i trudnej do przewidzenia gry strategicznej początku XXI wieku. Wniosek dla naszego kraju jest zaś w miarą jasny: nie spieszyć się z próbami spieniężenia przez skarb państwa dolnośląskich złóż miedzi, w których znajduje się również srebro. Już wkrótce mogą zapewnić dochody na wagę złota ...
  • metale-szlachetne.net
  • Regulamin serwisu
  • Reklama
  • Kontakt